Koniec listopada okiem kierowcy

Dziś dzień, którego wyczekiwało wiele osób. Kilkunastoprocentowe obniżki cen w niemal wszystkich sklepach galerii handlowych spowodowały prawdziwy nawał klientów. Oczywiście ci ludzie musieli do centów handlowych czymś się dostać. Niestety duże miasta totalnie nie są przygotowane na taki obrót sprawy. Koniec listopada okiem kierowcy może wyglądać naprawdę koszmarnie.

Mając do wyboru Port Rumia i Rivierę, po analizie map Google zdecydowaliśmy się na to drugie centrum. Ma 3 parkingi podziemne i olbrzymi parking naziemny. Niestety to nie wystarczyło. Znaleźliśmy miejsce ledwo na samym parkingu. W samej Rivierze byliśmy króciutko, bo tłum był zdecydowanie zbyt duży. Koszmarem był wyjazd z parkingu. Bo chociaż parking olbrzymi to jedna jedyna droga wyjazdowa. Przy czym projektant był tak genialny, że większość kierowców wyjeżdżających skręca w lewo. Więc droga zazwyczaj stoi.

brak podejścia włodarzy miast

Taki najazd ludzi na centra handlowe nie jest niczym nowym. Mnie to śmieszy, bo nasze obniżki rzędu 10-20% mają się nijak do tych na Zachodzie, gdzie ceny są mniejsze o ponad połowę, ale nieważne. Denerwuje mnie lekkomyślne podejście włodarzy galerii i miast. Nie robi się nic, żeby zmniejszyć liczbę kierowców. Owszem, wygodnie jest podjechać własnym autem, zrobić duże zakupy i wrócić do domu. Ale ile czasu to zabiera? Portal trojmiasto.pl często podawał informacje o tym, że kierowcy nie mogą się wydostać z zatłoczonych parkingów. Zdecydowanie powinna w tym dniu być bezpłatna komunikacja publiczna, a wcześniej kampania przypominająca co działo się rok wcześniej. W takich warunkach każde auto mniej jest na wagę złota. Śmiem twierdzić, że ludzi jest więcej, niż przed świętami.

koniec listopada a kobietyiauta.pl

Koniec listopada to wyjątkowy dzień dla naszej strony. Ciekawe, kto zgadnie dlaczego:) To nie jest pytanie konkursowe, ale właśnie jutro ogłoszę 3 zwycięskie Panie, które już niedługo będa mogły zacząć sprawdzać stan swojego akumulatora:)

Czemu w ogóle napisałem wpis blogowy, a nie odświeżyłem, czy nie napisałem na nowo jakiegoś tematu? Stało się tak, ponieważ od wczoraj zgłębiam temat akumulatorów stworzonych dla aut z systemem start-stop. I to jest normalnie temat rzeka. Już wiem, co chcę napisać, ale trzeba to jeszcze zrobić. A ile kontrowersji budzi sam system start-stop? Opinie w sieci są raczej negatywne i to – co dziwi – nawet wśród mechaników samochodowych, w których interesie jest przecież używanie tego mechanizmu

o co chodzi z systemem start-stop

Jest to system, który gdy stoisz na światłach wyłącza silnik, gdy naciśniesz na hamulec jeżeli prowadzisz auto z automatem. Pojazd ze skrzynią manualną wyłączy silnik, gdy wrzucisz na luz i puścisz sprzęgło. Rzekomo spalasz mniej paliwa wtedy. Argument był taki, że czekający na zielone kolarz nie pedałuje w miejscu, więc silnik też nie musi pracować. Jednak oszczędności na paliwie są niewielkie, a szybciej zużywają się części jak rozrusznik czy alternator. Oczywiście trafiłem też na pochwalne recenzje o tym, że koncerny motoryzacyjne opracowały nowe modele tych rozruszników. Dla mnie bardziej przekonujące są opinie zawiedzionych użytkowników, którzy po 1,5 roku normalnej jazdy musieli te części wymieniać.

Mam nadzieję, że uda mi się w weekend napisać zarówno o start-stop, jak i o akumulatorze:)

pierwszy podmuch zimy

Wygląda na to, że teraz meteorolodzy się nie pomylilili. Zgodnie z ich zapowiedziami w Gdyni padał rzęsisty deszcz i było przenikliwie zimno. Z map pogody wygląda, że na Kaszubach prószy już pierwszy śnieg. Jeżeli będzie się działo coś ciekawego, to na Insta wrzucę foto z trasy. Zrobione oczywiście w bezpieczny sposób przez siedząca obok mnie Żonę 🙂 Koniec listopada okiem kierowcy będzie na pewno ciekawy 🙂

Moje przygody zimą za kółkiem

Zima to początek mojej kariery za kółkiem. Pierwsze auto kupiłem w lutym 2010r. i do lata praktycznie dużych opadów śniegu nie było. Co prawda, gdy przyjechałem samochodem pod dom, była pod nim warstwa lodu, na którym się prawie wywaliłem, bo do samochodu założyłem buty na cienkiej podeszwie. Na szczęście trapery szybko ogarnąłem. Z tego okresu nie kojarzę żadnych trudności.

Zupełnie inaczej było następnej zimy, która rozpoczęła się pod koniec listopada 2010r. I to zaczęła się z przytupem, bo opadami mokrego śniegu w temperaturze +1/0 stopni. Opady zamarzały natychmiast i wszystkie auta pokryły się warstewką lodu. W starszych modelach efekt był taki, że kierowcy mieli problem z dostaniem się do środka. A gdy już im się to udało – drzwi nie chciały dać się zamknąć. Po zakupach na parkingu przed domem handlowym pomagałem z trzem osobom, z czego jedna pojechała w końcu, druga zostawiła auto, trzecia próbując się do środka uszkodziła kluczyk i jej auto nie odpaliło. Pewnie ze środka wypadł elektroniczny moduł od immobilizera. Z tego ataku zimy wyszedłem bez szwanku.

Gorzej było na drugi dzień. Napadała naprawdę gruba warstwa śniegu. Drogowcy niezbyt dawali sobie radę z jego uprzątnięciem. Moja droga w jednym miejscu przecinała przejazd kolejowy, z kolei kawałek dalej było skrzyżowanie z drogą krajową. Oba te miejsca miałem pod górę. Przejazd udało się minąć bez problemów, te pojawiły się przy podjeździe na DK. Rzuciło mną ostro i prawie wpadłem do rowu. Śniegu było bardzo dużo, do tego pod górę – ciężko było wyczuć balans gazu i sprzęgła, żeby auto ruszyło i nie wpadło do rowu. Wracając do domu jezdnia była nadal śliska. Z DK zjechałem dość sprawnie, ale zaraz czekał mnie przejazd, który tym razem miałem w dół. I nie dałem rady zatrzymać się na STOPie – dobrze, że nic nie jechało. Dodam, że mój ojciec doświadczony kierowca miał tak samo.

Ponieważ była to ostatnia śnieżna zima, dużo kłopotów miałem parkując przed swoim miejscem pracy, zwłaszcza, że szef nie był zwolennikiem odśnieżania i kilka razy tam się zakopałem. Jak zapadła decyzja o odśnieżaniu to musieli już sprowadzić ciężki sprzęt budowlany, a hałda zebranego śniegu zalegała do wiosny 😀 Kojarzę jeszcze problem z akumulatorem, ale nie na parkingu, a w domu: 26 grudnia sobie ładnie odśnieżyłem, a 27 rano Seicento nie odpaliło i pozostał autobus.

Akumulator najbardziej dał mi się we znaki przez 3 kolejne lata. I mój magik-mechanik udowadniający mi, że wszystko działa, a po prostu pokonuję za krótkie dystanse. Bzdura totalna, do tego wiedziałem, że coś dzieje się dopiero po zamknięciu centralnego zamka. W końcu po 2 zimach, gdzie na noc odłączałem akumulator znalazłem fachowca. Prozaiczną przyczyną moich kłopotów okazała się bateria alarmu, która się rozładowała i syrena prąd czerpała z akumulatora. Czemu nic nie wiedziałem? Bo odłączyłem alarm, a tak naprawdę go wyciszyłem. Więc nie miałem jak dostać sygnału o pustej baterii.

Akumulatory dostają w kość w czasie mrozów, więc prośba – starajcie się nie jeździć na krótkich dystansach. Jeżeli mieszkacie w mniejszej miejscowości i pojedziecie na zakupy do większej, to starajcie się jak najmniej jeździć od sklepu do sklepu, a raczej zostawiać pojazd w jednym miejscu i obejść kilka sklepów pieszo. Starajcie się mieć kable rozruchowe, nawet, gdy nie wiecie jak z nich skorzystać. Niestety, dużo więcej ludzi umie, niż je ma, więc bez problemu powinien się znaleźć kierowca, który użyczy prądu i powie, co zrobić. Do tego, jeżeli nie chcesz doładowywać akumulatora w domu – staraj się jeździć co min 3 dni po minimum 20 minut. Jak masz start-stop, to go wyłącz na czas mrozów.

Różnica między nowym, a starym autem na korzyść starego

Od lipca jeżdżę nówką Skodą Fabią, 75 KM i zdążyłem wyrobić już sobie zdanie, że w kwestii bezpieczeństwa i w niektórych sytuacjach awaryjnych lepiej sprawdzi się starsze auto. O co chodzi? Pierwsza sprawa – awaryjne odpalanie na wrzuconym biegu bez sprzęgła. W razie awarii silnika na skrzyżowaniu czy przejeździe kolejowym wystarczyło wrzucić 1 bieg i przekręcić kluczyk na pozycję rozruchu. Na stoczenie się że skrzyżowania czy przejazdu wystarczyło. Co stanie się w takiej sytuacji w nowym aucie? Komputer wyświetli komunikat: Aby uruchomić silnik naciśnij pedał sprzęgła. I rozrusznik nie będzie nawet kręcił. Kolejna sprawa – start/stop przez który trzeba mieć specjalny akumulator, którego samodzielnie nie można nawet zmienić, a pytanie czy w ogóle można naładować. I ten system już raz nie pozwolił mi wyłączyć silnika jak nogą mi się ześlizgnęła z pedału na jedynce. A co w sytuacji rozbiegania silnika – kiedy trzeba na 5 biegu strzelić że sprzęgła? Też mimo puszczenia pedału komputer nie pozwoli unieruchomić silnika.
To wszystko jednak nic – czara goryczy przelała się wczoraj. Robiąc zdjęcia licznika odkryłem, że pompa paliwowa aktywuje się już gdy otwieram drzwi, zamiast dopiero po przekręceniu kluczyka. Czemu to złe? Jest źle, gdy przez nieuwagę nalejemy niewłaściwego rodzaju paliwa. Dopóki pompa nie poda paliwa do silnika – paliwo można bezpiecznie ściągnąć. Gdy już poda – trzeba będzie oddać auto do mechanika. Fakt, ktoś powie, że marne szanse, że akurat ktoś sobie uświadomi wlanie złego paliwa tuż przed przekręceniem kluczyka, ale nigdy nie wiadomo.
Ciekawe ile jeszcze „nowinek” utrudniających życie znajdę w tym aucie.

Jeżeli chcesz skomentować ten tekst zapraszam pod adres https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=435270600719240&id=360247831554851