Parkowanie

Dziś kilka zdań o czynności, która budzi największe emocje na Grupie Kobiety i Auta. O dziwo chodzi o parkowanie. Co mam zrobić, gdy w pobliżu nie ma miejsca parkingowego? A co, gdy mam szerokie auto i nie mieści się ono w wyznaczonych granicach? Na wspomnianej grupie zdania są podzielone. A co ja o tym sądzę?

brak miejsc tuż pod miejscem, do którego jadę
w pobliżu nie ma miejsca parkingowego
For FREEPIK.

Mieliśmy już 2 gorące dyskusje. Ostatnia dotyczyła sytuacji, gdy dość długie auto wjechało na miejsce znacznie krótsze. Tył pojazdu wystawał na ulicę i zmuszał kierowców, którzy chcieli przejechać do wjazdu na chodnik. Wpis rozpalił dyskusję gorącą jak rozpalone żelazo. Część Pań uznała, że skoro wjeżdżając na chodnik da się przejechać to… nie ma problemu. Inne stwierdziły, że nie można tak stawać. A jakie jest moje zdanie?

Zanim odpowiem na to pytanie, poszukam odpowiedzi na pytanie skąd się bierze takie parkowanie. Wspomniana sytucja miała miejsce na osiedlu mieszkaniowym. Ale przecież nie tylko w takich miejscach mamy do czynienia z nieprawidłowym parkowaniem. Przecież rozjeżdżanie trawników, czy permanentne blokowanie chodników ma również miejsce w centrach miast.

muszę podjechać pod drzwi…

Oczywiście bezpośrednia przyczyna to niedostatek miejsc parkingowych w stosunku do potrzeb. Ale ten kij również ma dwa końce. Drugi to kierowca, który musi bo się udusi podjechać bezpośrednio pod drzwi miejsca, do którego się udaje. Przejście choćby kilkudziesięciu metrów to zdecydowanie zbyt daleko. „Samochód ma po to, żeby dojechać, a nie, żeby chodzić piechotą”. I przykro mi. Takich kierowców nie rozgrzeszam. Niezależnie od tego, czy sytuacja dotyczy osiedla mieszkaniowego, czy centrum miasta. Czasem zdarza się, że ludzie parkują nieprawidłowo, a w odległości powiedzmy kilkuset metrów jest duży bezpłatny parking.

w pobliżu nie ma miejsca parkingowego
Fot FREEPIK – każdej z Was życzę udanych zakupów, ale parkujmy zgodnie z prawem:)

Bezpłatny to słowo klucz. Kolejny powód nieprawidłowego parkowania to odmowa płacenia za płatne miejsca parkingowe. I tutaj podobnie jak poprzednio – nie rozgrzeszam takich kierowców. Niestety, miejsc parkingowych zwłaszcza w centrach brakuje. Dlatego rozumiem wprowadzanie opłat, które ma na celu ograniczenie liczby aut w centrum. Oczywiście mam na myśli sytuację, gdy okazjonalnie mamy sprawę do załatwienia w urzędzue, czy zrobienie zakupów. Mało kogo stać za to na codzienne płacenie za parking blisko pracy.

Jeżeli o mnie chodzi, to nawet chętnie bym zapłacił, ale w centrum Gdyni ciężko o miejsce nawet płatne. Na szczęście bywam tam na tyle rzadko, że w zupełności da się załatwić wszystko korzystając z komunikacji miejskiej. Jest jej dużo, można przeskakiwać z autobusu do autobusu. I nie martwię się, co robić, gdy w pobliżu nie ma miejsca parkingowego.

brak działań na rzecz zwiększenia miejsc parkingowych

W czasie pandemii mamy do czynienia z zadziwiającym zachowaniem władz. Z jednej strony zaczęły one promować podróże indywidualnymi środkami transportu. Ilość kursów komunikacji publicznej została radykalnie okrojona, ceny paliw spadły. Czego zabrakło? Ano parkingów. Ja ponieważ zgadzam się z tym, że w pandemii trzeba starać się unikać autobusów i pociągów, znalazłem do dojazdów koleżankę, która dysponowała miejscem parkingowym.

Bo bezpłatny parking przed firmą wprowadzono jak tylko skierowano nas na home office. Gdy zaczęliśmy powoli wracać na początku maja, szlabany natychmiast powędrowały w dół. Na szczęście obniżono ceny, bo standardowo parkowanie kosztuje tam 3 zł za 30 minut. Czyli za 8 godzin parkowania 54 zł. Trzeba być bardzo bogatym, żeby kogoś było na to stać. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ pracuję w jednym z największych skupisk biurowców w Gdańsku. Po przeciwległej stronie ulicy również stoi wiele takich biurowców, a ma ich być 2 razy tyle.

w pobliżu nie ma miejsca parkingowego
Fot FREEPIK

I rozgorzała dyskusja na temat, czy każdy biurowiec ma mieć swój parking. Decydenci na siłę chcieli wypchnąć ludzi na rowery (kolejny gorący temat) lub do komunikacji miejskiej. Jedno i drugie fajne, ale dojazd komunikacją jest tam kiepski (czy z tramwaju, czy z autobusu, czy pociągu trzeba dojść nawet do 15 minut). A samochód? Są 2 miejsca, w których mam szansę na bezpłatny parking. Ale do 6:15 muszę być na miejscu. Inaczej mogę zapomnieć o tym, że tam zaparkuję. Miejmy nadzieję, że we wspomnianym w artykule miejscu, faktycznie powstaną duże parkingi.

Czyli z jednej strony – jeździjcie samochodami, z drugiej idźcie na komunikację, a jeszcze lepiej na rowery.

parkowanie na osiedlu

W takim przypadku coraz częściej występują trudności z parkowaniem. Właśnie takiego parkowania dotyczyła sytuacja z początku wpisu. Powiem Wam szczerze – na mnie przedstawiona sytuacja nie zrobiła wrażenia. Stało się tak, bo mieszkam w bloku, do którego właściwie żaden parking nie przynależy. Tak naprawdę legalnie można parkować jedynie wzdłuż wąskiej osiedlowej uliczki. Ale… ponieważ miejsca brakuje – nikt tam nie parkuje wzdłuż. Każdy parkuje ukośnie. I zmusza innych do jazdy po chodniku. Ale… na chodniku również potrafią stanąć. I wtedy problem pojawia się, gdy 2 auta mają się minąć. Oczywiście, gdy dwóch kierowców jest normalnych, to pierwszy z nich zjedzie w zatoczkę tuż przed samą ulicą, poczeka, aż przejedzie drugie auto. A nieraz mamy prawdziwą próbę sił 😀

w pobliżu nie ma miejsca parkingowego
FOT FREEPIK – zdjęcie ilustracyjne

Oczywiście to nie jedyne przepisy, które są łamane. Bo trawnik, który istniał przed blokiem przed zwiększeniem liczby aut aktualnie jest klepiskiem. Został samozwańczym parkingiem. Teren należy do miasta, więc może by przemianować go na oficjalny parking i utwardzić, wyznaczyć miejsca parkingowe? Mieszkańcy znaleźli na to lepszy sposób: poprosili policję i straż miejską, aby na naszym osiedlu nie karać za złe parkowanie. Efekt? Każde jedno skrzyżowanie, każdy zakręt jest obstawiony autami. Wyjeżdżając z bocznej uliczki nie widać nic. Już stówę straciłem, bo przywalił mi w przód typ, który na pewno znacznie przekroczył prędkośc na głównej drodze. Dobrze, że więcej nie chciał.

Któraś z Was może pomyśleć, że to ściema z tym niekaraniem. Otóż znów włożę kij w mrowisko: po tym, jak straciłem stówę, postanowiłem jednak wezwać patrol na auto, które blokuje widoczność na skrzyżowaniu. Nie pojawił się pies z kulawą nogą. Mapa zagrożeń również nie pomogła.

donoszenie? A feeee……

W owym wpisie na grupie kwestia wezwania policji lub straży miejskiej również rozgrzała członkinie do czerwoności. I mnie to trochę zdziwiło. Owszem, można przejechać na chodniku, niby wszystko w porządku. Ale sądzę, że do czasu. Do czasu, gdy przez inne auto ktoś zniszczy nasze. Gwarantuję, że u wielu osób zmienia się wtedy optyka i chętnie same chwytają za telefon:) Tak jak ja:)

szerokość miejsc parkingowych

No to ostatnia kwestia dotycząca miejsc parkingowych. Ich szerokość. Jest ona odpowiednia dla większości dziś ekspoloatowanych aut. Jednak część kierowców porusza się autami większymi. Bardzo duże kontrowersje wywołał wpis właścicielki dużego SUVa, którego szerokość jest praktycznie równa szerokości standardowych miejsc parkingowych. Aby ochronić karoserię swojego i czyjegoś auta, stawia ona auto na dwóch miejscach.

I tutaj jestem po jej stronie. Parkingi przed centrami, czy galeriami hadlowymi są zazwyczaj położone na dużych obszarach. Co za tym idzie, śmiało można wyznaczyć miejsca dostosowane do dużych SUVów, czy aut dostawczych. Niestety, nikt o tym nie pomyśli. W pobliżu nie ma miejsca parkingowego, ale nie ma też miejsca parkingowego dla aut o określonych gabarytach.

ostudźmy emocje

Można dyskutować o wszystkim. Nie warto jednak emocjonować się pewnymi sprawami. Ja uważam, że gdy w pobliżu nie ma miejsca parkingowego, można przejść się kilkaset metrów. Natomiast, gdy tych miejsc brakuje, pozostaje interweniować u właściciela terenu, aby zwiększył liczbę miejsc parkingowych. Co do wzywania policji, czy blokowania przejazdu, zmuszania innych do jazdy po chodniku. Osoba tak parkująca powinna zastanowić się, co będzie, gdy zostawi tyle miejsca, że przejedzie osobówka, ale nie przejedzie większe auto typu karetka, czy straż pożarna. No i niestety, jeżeli pojazd stwarza zagrożenie, trzeba interweniować. Na szczęście nie wszędzie jest jak u nas – hulaj dusza piekła nie ma.

Liczę na to, że mnie nie „unsubujecie” jak mawia pewna YouTuberka. Przy okazji zaproszę Was do wpisu o długim postoju na parkingu. Jeżeli podoba Wam się moja działalność, zapraszam na patronite.pl lub zrzutka.pl, gdzie możecie wesprzeć moją działalność:)